Tagi

, ,

lalki-w-ogniu-opowiesci-z-indii-b-iext3907518Głos muezina rozprasza mrok. Zaczyna jeden, inni dołączają – słychać trzech, a może sześciu. Wersy zachodzą na siebie jak echo, splatają się, nabierają siły. Potem znowu się rozchodzą i jeden po drugim milkną.

Kontynuuję swoje wirtualne wakacje. Tym razem na celowniku Indie. Kraj ten interesował mnie od bardzo dawna i z chęcią sięgnąłem po zbiór reportaży powstałych na podstawie podróży po ojczyźnie Ghandiego. Zignorowałem tytuł, nie wczytałem się w blurb i oberwałem wiadrem pomyj już w pierwszych rozdziałach. Nie zanurzyłem się w aromatach przypraw, nie podziwiałem tańca kobiet oplecionych sari, nie spotkałem się z indyjskimi bogami. Dosłownie wdepnąłem w …

Republika latryn, jeden z pierwszych rozdziałów, nie pozostawia złudzeń, ta książka na pewno nie może posłużyć jako zastępstwo wakacji w cudownym kraju. Wręcz przeciwnie, jest ona głównie o tym czego wolelibyśmy się nie dowiedzieć gdybyśmy tam jechali. Na dzień dobry dowiadujemy się o biedzie, przeludnieniu, o tym jak Hindusi załatwiają swoje potrzeby gdzie popadnie, o smutnym losie kobiet tego kraju. Temat kobiet zresztą poruszany jest w wielu miejscach, dowiadujemy się jak się nazywa zabicie dziewczynki jeszcze w brzuchu matki, jak i po urodzeniu (nie pamiętam tych określeń i niech tak zostanie). Jak są chowane jako „kwiaty w cudzym ogrodzie”, jaki los czeka mężatki i te które straciły swych mężów. W czasach, gdy nagonka jest na Islam za złe traktowanie kobiet, temat ten jest równie trudny w Indiach i Chinach, najbardziej zaludnionych krajach naszej planety.

W kraju tak wielkim i tak gęsto zaludnionym praca jest nie tylko koniecznością, ale także przywilejem. Ani państwo, ani prywatne przedsiębiorstwa nie są w stanie jej zapewnić wszystkim. Zajęcie trzeba sobie znaleźć, a często wymyślić, udowodnić swoją przydatność. Gdy się żyje wśród ponad miliarda ludzi, łatwo poczuć się zbędnym, rozpłynąć w masie. Każdy, kto stworzył dla siebie jakąś funkcję, śpi spokojniej, bo zdołał nadać swojemu istnieniu sens.

Dalej jest już spokojniej. Muszę przyznać, że autorka podeszła do tematu bardzo przekrojowo. Zaglądamy Hindusom w garderobę i do garnków, patrzymy jak pracują biedni i jak relaksują się bogaci. Jak podróżują ściśnięci w wagonach, jak wychowują dzieci, jak czczą bogów, jak stawiają horoskopy podczas największych politycznych decyzji. Z każdą stroną poznajemy bogactwo i rozmaitość tej kultury. Poruszane są również najbardziej znane tematy jak system kastowy oraz ustawiane małżeństwa. Mimo, że politycy walczą z podziałem kastowym, on nadal funkcjonuje. Zresztą politykom bardzo ciężko rządzić w kraju, w którym nawet nie da się policzyć obywateli. Niestety prawie przez wszystkie rozdziały przetacza się temat walki biednych z bogatymi.

Wielką zaletą hinduizmu jest jego zdolność do zmiany. Jako wytwór licznych kultur i epok, przybiera formy adekwatne do miejsca i czasu. A cóż pasuje do współczesności lepiej niż skrzyżowanie świątyni z hipermarketem? Bogowie stali się częścią religijnych korporacji.

Po wywiadach z „Mówcy umarłych” forma „Lalek w ogniu” była dużym odświeżeniem. Gdzie „Mówcy …” składają się głównie z dialogów, „Lalki … ” są jednym wielkim opisem. Miałem wrażenie jakbym został opuszczony w batyskafie do hinduskiego świata, a w tle było słychać głos pani Czubówny. Rzadko poznajemy konkretnych bohaterów, nawet ciężko stwierdzić czy jesteśmy w Delhi, Bombaju czy Kalkucie. Wszystko pisane jest bezosobowo oprócz jednego miejsca, w którym autorce wymskło się „Ja”. Da się czytać taki monolog? Jak najbardziej, styl autorki sprawia, że gładko przepływamy przez strony książki, a na końcu żałujemy, że trzeba już się wynurzyć. Mnie najbardziej zauroczył opis hinduskich księgarni, którego przytoczę jedynie fragment.

Wydane tuż po II wojnie światowej dzieła zebrane Georgea Bernarda Shawa w skórzanej oprawie powinny się cieszyć z towarzystwa bestsellerowego pisarza Dana Browna – przy tak modnym nazwisku mają szansę być zauważone. Wieczór trzech króli Williama Szekspira, oprawiony w twardą okładkę zdobioną złotymi literami, stoi bok w bok z biografią filipińskiego dyktatora Marcosa, wydaną tanio i bez polotu. Trzy egzemplarze Lorda Jima – każda wydrukowana w innym miejscu i czasie – znalazły się razem w kącie, ale mimo pokrewieństwa są dla siebie kłopotliwym towarzystwem: sukces jednego będzie porażką pozostałych.

Subiektywnie: 5/6

Za: doskonały styl, mnóstwo informacji, nie unika trudnych tematów

przeciw: brak

Źródło: „Lalki w ogniu. Opowieści z Indii” Paulina Wilk, Carta Blanca 2011

Reklamy