Tagi

, ,

prowadzacy-umarlych-b-iext6203434Mam wrażenie, że czas się tu zatrzymał. Każdego dnia słychać tylko, jak wieje wiatr.

Cytat z książki pasuje również do tego co się dzieje na blogu, więc na początek małe usprawiedliwienie. Otrzymuję setki maili o tym, że zaniedbuję bloga… żartowałem, tylko jeden czytelnik zwrócił uwagę. Mimo to wyjaśnienie się należy, a jest ono dosyć proste, mamy lato, tramwaj zamieniłem na rower, popołudnia z książką na grzebanie w ziemi na działce, no i oczywiście nadal jestem świeżo upieczonym ojcem, co też nie ułatwia zatopieniu się w literaturze. A teraz coś z zupełnie innej beczki.

28 wywiadów, 28 ludzi, 28 historii przepełnionych biedą, smutkiem, brakiem nadziei. Przypuszczam, że nie jest to prawdziwy obraz całych Chin, że stworzenie takiego portretu było celem autora, w końcu swoich rozmówców znajdował w więzieniach, celach śmierci, kolejkach po pracę, biednych wioskach. Jednocześnie otrzymujemy dosyć duży przekrój społeczeństwa, Yiwu rozmawia z żałobnikami, wysoko postawionymi urzędnikami, którzy padli w niesławę, złodziejami, lewicowcami, prawicowcami, grajkami ulicznymi. Łączy ich głównie to, że niezależnie od tego jak ich życie się toczyło, w momencie udzielania wywiadu byli na dnie społecznej drabiny.

W mojej muzyce nie ma czułości ani miłości. Moja muzyka jest jak duże zimne jezioro, w którym zbiera się całe błoto, łzy, krew, westchnienia i krzyki z wpadających do niego rzek. Dlatego jest ciężka, głęboka i ciemna.

Już po przeczytaniu paru wywiadów wyłania się drugi bohater, historia Chin. Prześledźmy po kolei najważniejsze wydarzenia, przez które Mao Zedong wymordował miliony Chińczyków. Wszystko zaczęło się od kampanii przeciwko prawicowcom. Ofiarą tej akcji padło 550 tysięcy ludzi, głównie inteligencji. Tracili stanowiska, byli zaganiani do pracy w obozach albo na polach. Oskarżenia o prawicowe poglądy padały łatwo, wystarczyło być posiadaczem ziemskim, ba! wystarczyło mieć w rodzinie posiadacza ziemskiego, aby stać się ofiarą szykan. Można było zniszczyć człowiekowi życie jednym donosem do władz.

wtedy cały kraj był jak jedno wielkie więzienie. Partia kontrolowała każdy aspekt życia – jedzenie, picie, sikanie, sranie, narodziny, małżeństwo i śmierć.

Inteligencja wyeliminowana, więc łatwo się domyśleć w jakim kierunku wszystko dalej pójdzie. Otóż czas na wielki skok na przód. Czas dogonić Rosję i USA w przemyśle. Wszyscy z rolników zamieniają się w górników. Każdy oddaje wszystko co ma metalowe na przetopienie. Prosty przepis na klęskę głodu, która w tej książce przedstawiona jest bardzo drastycznie. Wystarczy powiedzieć, że ludzie zjadali swoje dzieci, wątek niestety poruszany w paru wywiadach, więc bardzo prawdopodobne, że prawdziwy.

To było coś wspaniałego. Nie mogłem się tym nasycić. Moja młodość, moje marzenia, moje pasje – wszystko to ściśle wiązało się z rewolucją kulturalną. Ale najbardziej ekscytującym wydarzeniem tamtego okresu było to, że widziałem na własne oczy Przewodniczącego Mao, kiedy pozdrawiał miliony czerwonogwardzistów na placu Tiananmen w Pekinie.

Rewolucję kulturalną, która przyszła później podsumowuje poniższy cytat:

Liu: Ja pochodzę z rodziny prostych robotników. Rewolucja kulturalna dała mi szansę podeptania tych, którzy byli ode mnie lepsi.

Niewiele poruszanych jest współczesnych wydarzeń, w chwili obecnej ludzie opisują tylko swój los. Ostatnie opisane wydarzenie to stłumienie protestów na placu Tiananmen. Nie da się otrzymać na podstawie tej książki szerszego obrazu Chin współcześnie. Wiadomo tylko, że w porównaniu do przeszłych wydarzeń, polityka państwa jest dużo spokojniejsza.

Z paru wywiadów wyłania się chiński folklor. Otrzymałem tutaj to na co liczyłem zabierając się za „Górę duszy” Gao Xingjiana. Urzekająca historia chłopa, który ogłosił się cesarzem po tym jak jaszczurka do niego przemówiła (byłaby bardziej urzekająca, gdyby wywiad nie był prowadzony w więzieniu), opowieść wiekowego mistrza Feng Shui,  uciskani wyznawcy Falun Gong, scena pojedynku żałobników na zawodzenie, czy tytułowy prowadzący umarłych tworzą w tle niesamowity klimat tego kraju.

Na koniec warto zwrócić uwagę, że książkę czyta się doskonale. Mimo formy wywiadu nie męczy, może dlatego, że nie są to bezpośrednie zapiski, zazwyczaj Yiwu nie mógł spisywać wywiadów i odtwarzał je potem z głowy.

Subiektywnie: 5/6

Za: doskonała lekcja historii, opowieści pisane przez życie

Przeciw: przygnębiająca, komuś w Chinach musi się żyć dobrze

Źródło: „Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych” Liao Yiwu, Czarne 2011

Reklamy